gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Niewidzialny patriotyzm

Widziałem zdjęcia z manifestacji patriotycznych zamieszek w Warszawie. Smutne to, że ludzie nie potrafią celebrować najważniejszego święta w swoim kraju. Po jednej stronie faszyzujący narodowcy i kibole, po drugiej lewacy i anarchiści a pomiędzy nimi policja – to nie mogło skończyć się dobrze. Tak to już jest, gdy ludzie o umiarkowanych poglądach ustępują miejsca radykałom. Jeśli na manifestację patriotyczną przyszłoby kilka razy więcej ludzi „normalnych” niż radykałów, to do zamieszek by nie doszło. Agresja nie osiągnęłaby swojej masy krytycznej i nie wybuchła jak dziś. Stało się tak, że normalnych ludzi była garstka. Nie dziwne. Według mnie nikt, komu zdrowie i życie miłe, nie powinien się wybierać na imprezy, na których strojem obowiązującym jest kaptur i szalik na twarzy.

Po paru latach mieszkania w Olsztynie moja spostrzegawcza małżonka zauważyła, że święta narodowe obchodzi się na ziemiach odzyskanych znacznie mniej podniośle. Uważaliśmy to za dowód pewnego wykorzenienia ludzi tam mieszkających, których mówiąc krótko, przywieziono w wagonach z ich miast i wsi kresowych na ziemie mniej lub bardziej „odzyskane”. Ludzie ci są mniej wylewni, jeśli chodzi o manifestację uczuć narodowych niż tacy np. warszawiacy czy krakusy. Poniekąd jest to prawdą również w Gdańsku, gdzie zamiast uroczystych defilad i apeli od paru lat organizowana jest parada niepodległości. W paradzie biorą udział ludzie, którzy przebierają się w stroje z epoki lub za historyczne postacie. Po paradzie przeprowadza się konkurs na najlepsze przebranie. Sami przyznajcie, że jest to lżejszy sposób świętowania niż nucenie „O mój rozmarynie” oraz słuchanie apelu poległych. Do dziś uważałem, że wolę te tradycyjne, „warszawskie” świętowanie. Dziś zdałem sobie sprawę, że istotą święta jest świętowanie czyli radość. Gdzie było dziś więcej radości, w Warszawie czy w Gdańsku, odpowiedzcie sobie sami.

Szczerze mówiąc, od czasów harcerstwa, nie biorę udziału w patriotycznych manifestacjach. Czy jestem złym Polakiem, złym patriotą? Myślę, że nie gorszym od tych z Nowego Światu czy Placu Konstytucji. Mój patriotyzm jest taki raczej niewidzialny. Machać flagą i wykrzykiwać nacjonalistyczne hasła raz do roku jest w miarę łatwo, zwłaszcza w większej grupie. Ja swój patriotyzm uprawiam 365 dni w roku. Na czym on polega? Na szacunku do drugiego człowieka. Na mówieniu i odpowiadaniu „dzień dobry” sąsiadom i szanowaniu ciszy nocnej. Na niewyrzucaniu śmieci gdzie popadnie, niedeptaniu trawników, niepaleniu na klatce schodowej. Na respektowaniu podstawowych norm społecznych. Na uczciwości wobec innych i wobec instytucji państwa. Na niekombinowaniu przy płaceniu podatków i przy pobieraniu pomocy od państwa. Na głosowaniu w każdych wyborach. Na nieparkowaniu na trawnikach, na niezastawianiu innych samochodów, na niezajmowaniu dwóch miejsc parkingowych i na bezpiecznej i odpowiedzialnej jeździe samochodem. Na elementarnej uczciwości i życzliwości.

Może gdyby więcej ludzi szanowałoby się na co dzień, to łatwiej byłoby im się cieszyć z tego, że żyjemy w Polsce. Nie tylko od święta.

25 komentarzy Subskrybuj komentarze

  1. Anna from Volcano 12 listopada 2011 15:50

    Amen!

  2. lukie 14 listopada 2011 20:10

    To o czym piszesz Rumcajsie, wg mnie mieści się raczej w ramach pojęcia „postawa obywatelska” aniżeli „patriotyzm”. Myślę, że gdybyś zamieszkał przez rok np w Szwecji, stosowałbyś się do wszystkich tych zasad o których tutaj mówisz. Zatem: jeśli reguły Twojego postępowania obowiązywałyby w dowolnym miejscu na świecie, trudno byłoby je podciągnąć pod „patriotyczne”.

  3. Jarek 14 listopada 2011 20:19

    Ale przyznaj, że bez postawy obywatelskiej nie może być mowy o patriotyzmie. Machanie flagą może i daje poczucie dumy z bycia polakiem w Polsce, ale to jest wg mnie płytkie. Dla mnie o wiele większym powodem do dumy byłby fakt, że ludzie w Polsce są sobie życzliwi i dbają o dobro wspólne. Może dlatego mamy takie kompleksy wobec Niemiec czy wspomnianej przez Ciebie Szwecji?

  4. lukie 14 listopada 2011 20:50

    Oczywiście, że bez podstawy obywatelskiej nie ma mowy o patriotyzmie, ale Twojej wypowiedzi wywnioskowałem, że dla Ciebie „postawa obywatelska” i „patriotyzm” to są synonimy. Jeżeli by tak było, to pojęcie „patriotyzm” można by wyeliminować z języka.

    Na pytanie czym jest patriotyzm odpowiada równanie:
    patriotyzm = postawa obywatelska+ x

    Z drugiego Twojego komentarza dowiedziałem się czym x nie jest; x nie jest równe „machaniu flagą”

    ale czym jest x?

  5. Jarek 14 listopada 2011 21:04

    Umiłowaniem tradycji, oddaniem, gotowością do poświęceń dla ojczyzny. Postawa obywatelska jest jednym z przejawów patriotyzmu, rzekłbym, że niezbędnym. Spróbujmy zastosować analogię patriotyzm – ojcostwo. Jakim wolałbyś być ojcem, takim co tylko raz od wielkiego dzwonu weźmie córkę na spacer pochwalić się przed sąsiadami czy takim co mozolnie dzień po dniu pielęgnuje i wychowuje dziecko, aby wyrosło na porządnego człowieka?

  6. jarfos 16 listopada 2011 21:22

    Jarku, już Ci kiedyś napisałem, że czytanie takich wpisów (i komentarzy pod nimi) to prawdziwa gratka – wtedy też było o relacji „Jarek vs Polska”. Kiedyś takie pisanie przyniesie Ci sławę… ;)

    Pod taką postawą podpisuję się wszystkimi kończynami i jeśli kiedyś będziesz kandydował z ramienia którejkolwiek partii, to masz mój głos!

    Sam siebie od dawna nie uważam za patriotę, choć po przeczytaniu tego wpisu odkrywam go w sobie na nowo. Może w tym tkwi odpowiedź na pytanie czym jest czynnik „x”? Nie ma prawidłowej odpowiedzi, są tylko pewne postawy, które asymptotycznie zbliżają się do „x”. Nie można obiektywnie stwierdzić kto jest patriotą a kto nim nie jest, podobnie jak nie da się zdefiniować miłości. Gdyby się dało, to niepotrzebni by nam byli Szekspir, Mickiewicz, czy Tołstoj.

  7. Jarek 16 listopada 2011 21:30

    Jaruś, kadzisz ;)
    Tak swoją drogą, to te nasze rozważania są bardzo logiczno-matematyczne. Czy jest na sali jakiś humanista?

  8. jarfos 16 listopada 2011 21:33

    Faktycznie – chyba właśnie wyjaśniłeś, czemu nie obkminiamy tak oczywistych pojęć, jak patriotyzm… :)

  9. Jarek 16 listopada 2011 21:37

    My, umysły ścisłe czy my, tępe społeczeństwo?

  10. jarfos 16 listopada 2011 21:44

    Miałem na myśli umysły ścisłe, ale zaintrygował mnie Twój tok myślenia…

  11. jarfos 17 listopada 2011 08:47

    Myślę, że patriota to ten, który daje ojczyźnie coś od siebie. Ustaliliśmy już, że musi to być coś wykraczającego poza postawę obywatelską. Stąd wynika, że uczciwe płacenie podatków nie wystarczy – nawet jeśli w ten sposób więcej dajesz niż bierzesz. Parafrazując wujka Sama: Nie pytaj co Polska może dać Tobie, tylko powiedz co Ty możesz zrobić dla Polski.

  12. Jarek 17 listopada 2011 10:22

    Ja na przykład mogę być miły dla Polski.

  13. Katzo 17 listopada 2011 19:26

    Cześć. Przyglądam waszej dyskusji i postanowiłem wrzucić swoje trzy grosze. Tak się składa, że 11.listopada byłem w Warszawie razem z innymi grupami rekonstrukcyjnymi. Dla mnie akurat patriotyzm to właśnie postawa obywatelska, ale W POLSCE czyli – TU. Bo TU płacę podatki, TU posyłam dziecko do przedszkola, TU mieszkam i mam sąsiadów i staram się poprawnie posługiwać językiem polskim, a nie w innym kraju gdzie pewnie byłoby żyć i lżej i normalniej, ale niekoniecznie „u siebie”. Mimo że nie jest raj na ziemi i irytuje (chociaż miałem inne słowo na myśli) mnie jak wielkimi słowami wycierają się politycy z monopolem na wiedzę i jedyną słuszność, ale to jest mój kraj. Ani lepszy, ani gorszy niż inne – po prostu MÓJ. Może tak zostałem wychowany, albo to jakaś podświadoma/paradoksalna chęć posiadania korzeni przy tak wymieszanym społeczeństwie jak nasze. Bo kto tak w 100% może o sobie powiedzieć, że jest prawdziwym Polakiem? Zamojscy? Lubomirscy? I co to oznacza, gdy rodowody większości obywateli tego kraju są za przeproszeniem wynikiem migracji z powodu wojen, głodu, polityki i innych katastrof. Mam nadzieję, że nie zamieszałem się za bardzo :o) Pozdrawiam M.

  14. Jarek 17 listopada 2011 21:35

    Dziękuje Ci Michale za udział w dyskusji. Poruszyłeś ciekawy wątek – mieszkam w kraju, gdzie się urodziłem i nie chcę go opuszczać, tu czuję się u siebie. Wielokrotnie rozmyślaliśmy z Anią o możliwości wyjazdu na zachód. Po prostu rzucić to wszystko i wyjechać. Tam gdzie się lepiej zarabia, gdzie jest ordnung i może trochę lepsza pogoda. Wszystko fajnie, tylko że ja czułbym się tam jak emigrant, ktoś „nie stąd”. Po co mam szukać sobie nowych problemów, tu mam swoje własne – polskie. Dziwaczny jest dla mnie przykładowo patriotyzm wszelkiej Polonii zagranicznej, zwłaszcza tej amerykańskiej. Z kolei zupełnym fenomenem jest dla mnie patriotyzm „narodu” amerykańskiego, gdzie każdy, nawet jeśli mieszka tam od kilku miesięcy powie ci „God bless the America” i to łamaną angielszczyzną. Ten rodzaj przywiązania do tradycji narodowej, nawet jeśli sam się z niej nie wywodzisz, pokazuje ładnie, że patriotyzm nie jest jednowymiarowy. Można kochać Polskę i być dumnym z tego, że jest się Ślązakiem czy Kaszubem czy innym Łemkiem. Wielu ludzi spłyca sprawę i odmawia inaczej myślącym nazywania się patriotami, bo podkreślają swoją odmienność. Autentycznie mnie wkurza, jak ludzie z nazwiskami pochodzącymi z dawnych kresów, których rodziny mieszkają w Gdańsku od dwóch-trzech pokoleń (akcja „Wisła”) odmawiają innym manifestowania faktu, że przed wojną Gdańsk był Wolnym Miastem – nie niemieckim, nie polskim, po prostu różnorodnym, gdzie żyli obok siebie i Polacy i Niemcy i Żydzi i inne mniejszości.

    Podsumowując, przywiązanie do kraju, w którym się żyje jest kolejnym istotnym przejawem patriotyzmu, co jest oczywistą oczywistością. Z drugiej strony nie jest on zarezerwowany tylko dla narodowców i wszechpolaków z rodzin co najmniej od pięciu pokoleń mieszkających na ziemiach polskich.

    Michał, rozumiem, że szedłeś w tym nie-kolorowym pochodzie. Jakie masz wrażenia? Jak tam naprawdę było z Twojego punktu widzenia?

  15. jarfos 20 listopada 2011 21:27

    Podzielę się dalszymi przemyśleniami – mam nadzieję, że zawierają elementy logicznego wnioskowania:
    Z równania „patriotyzm = postawa obywatelska + x” wynika, że kibole oraz inne indywidua demolujące ulice patriotami nie są. Chyba, że czynnik x jakimś sposobem byłby ujemny – jeśli się trzymać matematyki. Ale stąd już niedaleko do stwierdzenia, że oni to NIE, a my to TAK. Czyli kolejny podział „my kontra tamci”, a jak sądzę w takiej dyskusji tego typu stwierdzenia nie powinny mieć miejsca. Szanujmy się wszyscy, nawet jeśli się nie lubimy, ale pochopnie nie oceniajmy. Czy wolno nam w ogóle kogokolwiek potępiać? Przykład: widzieliście kiedyś jak goryl w dżungli obwieszcza światu swoją agresywną obecność, niszcząc wszystko na swojej drodze? Czy go za to potępiamy? Nie. Czemu więc potępiamy chuliganów? Przecież od goryla dzieli ich różnica zaledwie 2% DNA. Zauważcie, że w naszym kraju dochodziło już do ostrzejszych zamieszek, których z perspektywy czasu się nie potępia, tylko raczej ma się tę patriotyczną dumę, że znaleźli się ludzie na tyle odważni, żeby walczyć z systemem do ostatniej kropli krwi.

    Najbardziej w Polsce boli mnie brak kompromisu. Jeśli pojawia się zagadnienie, to zaraz podnoszą się same skrajne głosy, bez rozwiązań pośrednich. Przykład: sprawa krzyża w sejmie (celowo oba słowa małą literą). Jedni: „trzeba go zdjąć!”, drudzy: „musi wisieć!”. Nikt nie szuka rozwiązania satysfakcjonującego obie strony – zarówno większość, jak i mniejszości.

  16. Jarek 20 listopada 2011 21:50

    Jaruś, podzielam Twoje zdanie. Za duży udział skrajności i brak głosu umiarkowanych prowadzi do eskalacji konfliktów. Jednak przykład krzyża (z małej litery, ponieważ taka jest poprawna pisownia) jest nieco niefortunny. Jedni chcą krzyż zdjąć inni zostawić. Jaki kompromis możesz tu zaproponować? Będzie wisiał umiarkowanie? Będzie wisiał tak trochę a może trochę mniejszy? A może tylko w dni nieparzyste? Oczywiście stroję tu sobie żarty, ale są tematy, w których nigdy nie dojdziemy jako społeczeństwo do kompromisu tak jak np. aborcja. Wg zwolenników oficjalnego stanowiska Kościoła Katolickiego aborcja jest zabójstwem a w stosunku do zabójstw nie może być kompromisów. W takich sytuacjach zostaje wg mnie wyjście awaryjne w postaci demokracji bezpośredniej. Ta z kolei jest nie do przyjęcia przez niektórych że zacytuję tu posłankę Halinę Nowinę Konopkę, która powiedziała kiedyś o referendum dotyczącym legalności aborcji że „O prawie do przerywania ciąży nie może decydować przypadkowe społeczeństwo „.

  17. jarfos 20 listopada 2011 23:03

    Akurat w przypadku aborcji uważam, że aktualnie mamy w Polsce wypracowany dobry kompromis, mimo pojawiających się wciąż protestów środowisk skrajnych.

    W sprawie krzyża pojawił się już absurdalny dla większości pomysł powieszenia obok niego również innych symboli różnych wyznań istniejących w Polsce. Nie rozumiem tylko dlaczego tak szybko ten pomysł pogrzebano. A przecież lepszego rozwiązania nie wymyślimy. Wszyscy się zgadzają, że godło państwowe powinno zajmować centralne miejsce. Na drugim miejscu powinien być krzyż. W końcu 382 posłów i 90 senatorów obecnej kadencji podczas przysięgi wypowiedziało inkantację „tak mi dopomóż Bóg”. Ale choćby dlatego, że to nie stanowi pełnych 100%, to dlaczego na tych dwóch symbolach mielibyśmy poprzestać?

    Kiedy jeszcze byłem katolikiem, zastanawiało mnie o co trwa spór między Cerkwią a Watykanem. Do dziś nie znam odpowiedzi, wiem jednak, że ekumeniczne przesłanie papieża Polaka trafia zaledwie do garstki katolików. Reszta uważa, że „tych co zabili Zbawiciela należy całym sercem nienawidzić”. Przykład: spytaj dziś księdza, który w szkole uczy religii obowiązującej WSZYSTKIE dzieci, czy jehowici idą do nieba czy do piekła. Moi nauczyciele religii udzielali zdumiewających odpowiedzi. Nigdy nie mogłem zaakceptować takiego kategorycznego stawiania sprawy, że „moja prawda jest najmojsza”.

    Jestem głęboko przekonany, że w sprawie krzyża da się wypracować kompromis – tak samo, jak się dało w przypadku aborcji. Do tego jednak potrzeba wyobraźni, woli współpracy, poszanowania odrębności, a może tego czynnika „x”, którego wciąż brakuje w naszym równaniu?

  18. Jarek 20 listopada 2011 23:33

    Miałem napisać jedno zdanie więcej w poprzednim poście, ale je usunąłem. Chodziło mi w nim, że ludzie z kręgu pro-choice nie mogą pojąć, że dla Katolika w kwestii aborcji nie ma kompromisu. Nie dla tego, że tak im się chce tylko dlatego, że takie mają zasady. Dla takiego „twardego” katolika aborcja jest zabójstwem, co oznacza, że nie dokona jej na sobie samym jak również nie dopuści do wykonania jej przez innych. Tu nie ma miejsca na kompromisy i negocjacje. Są w życiu sprawy zero-jedynkowe. Każdy ma takie coś. Nawet ty.

    P.S. Mój osobisty pogląd na sprawę aborcji jest umiarkowany. Mam swoje zdanie, ale staram się zrozumieć obie strony. Argument o treści „wiara i sumienie nakazuje mi walczyć z prawem do aborcji” jest dla mnie argumentem ostatecznym, który kończy dyskusję bez osiągnięcia porozumienia. Każda ze stron pozostaje przy swoim zdaniu przy zachowaniu szacunku dla racji drugiej strony.

    P.S.S. Proponuję zamknąć temat aborcji, bo za chwilę wywleczemy jeszcze temat eutanazji, eugeniki, żywności GMO, gazu łupkowego i klonowania. Wróćmy do tematu głównego, czyli czym jest a czym nie jest dziś dla Was patriotyzm w Polsce.

  19. jarfos 21 listopada 2011 08:46

    A ja jednak będę bronił kompromisu, nawet w najtrudniejszych kwestiach. Im dłużej żyję, tym więcej takich zero-jedynkowych spraw odnajduję nie do końca czarno-białych. Sam zauważasz, że katolicy dzielą się na „twardych”, oraz pozostałych. Ci pozostali na ogół rozumieją, że zabranianie zgwałconej dziewczynie usunięcia ciąży, tłumacząc że „Bóg tak chciał” jest nie na miejscu. To nie jest tak, że nie rozumiem twardego stanowiska. Chodzi o to, że mogę mieć twarde poglądy na pewne sprawy, ale nie mogę ich bezkompromisowo narzucać wszystkim dookoła siebie.

    Nie chciałbym nikogo moimi słowami obrazić, a czuję, że jak dotąd mógłby się już ktoś poczuć dotknięty. Zapewniam, że nie miałem takich intencji. Dlatego może zostawmy to, szanując nawzajem swoje poglądy. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w niewidzialnym patriotyzmie… :)

  20. Rafal 05 grudnia 2011 00:23

    …ależ tutaj pojechaliście z tym tematem :) Ja mieszkam za granicą >5 lat. Czy jestem patriotą? taki i to bardzo(?) co to dla mnie znaczy? być dumny z tego kim są Polacy i czym jest Polska, opowiadanie znajomym z różnych nacji kim byli znamienici Polacy (czasami są w szoku bo sądzili że oni to nie byli Polacy eg. Kopernik), wydawanie kasy w Polsce by firmy tworzyły nowe miejsca pracy, szanowanie i kultywowanie Polskiej kultury jak chociażby Dzień Kobiet, imieniny; jak w holi przyniosłem bukiet kwiatów ludzie patrzyli na mnie jak na dziwoląga, ale wschodnia Europa rozumiała.
    Zawsze ekstremizm będzie zły, tym niemniej jest udowodnione historycznie ze podczas wojny w Jugosławii chuligani klubów brali aktywny udział w walkach o niepodległość a lewica? …nie wiem nie doczytałem się ;)

  21. Jarek 05 grudnia 2011 10:37

    Lewica brała udział w rewolucji październikowej ;)

  22. Anonim 10 stycznia 2012 22:45

    Apropos manifestacji to mówisz o tej garstka kiboli czy 20 tys spokojnie maszerujacych ludzi?

  23. Jarek 10 stycznia 2012 22:51

    Mam na myśli ogół tego, co działo się 11.11.2011. A propos, z kim mam przyjemność?

  24. mario 20 lutego 2012 01:26

    „Któregoś dnia obudzicie się bez Polski”.
    Artykuł jednego niegłupiego dziennikarza rodem z Olsztyna
    http://wpolityce.pl/artykuly/23448-wezwania-palikota-nie-da-sie-sprowadzic-do-wyboru-zlej-tradycji-lewicowej-to-jest-tutejsze

    PS A propos to chyba ze mną miałeś przyjemność

  25. mario 20 lutego 2012 01:35

    patriotyzm to odmiana miłości, nie do innej osoby a do kraju i jego kultury, przyszłości – lubię to porównanie bo mieści się w nim złożoność tej relacji

    można kochać z rozsądku, z przyzwyczajenia, można wejść w układ – żyjemy razem ale sobie nie przeszkadzamy – jasne wykalkulowane relacje
    ale można tez gorliwiej, bezinteresownie, romantycznie, ślepo, namietnie, tak po Bożemu

Skomentuj