gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Wpisy z 2011 Listopad

Niewidzialny patriotyzm

Widziałem zdjęcia z manifestacji patriotycznych zamieszek w Warszawie. Smutne to, że ludzie nie potrafią celebrować najważniejszego święta w swoim kraju. Po jednej stronie faszyzujący narodowcy i kibole, po drugiej lewacy i anarchiści a pomiędzy nimi policja – to nie mogło skończyć się dobrze. Tak to już jest, gdy ludzie o umiarkowanych poglądach ustępują miejsca radykałom. Jeśli na manifestację patriotyczną przyszłoby kilka razy więcej ludzi „normalnych” niż radykałów, to do zamieszek by nie doszło. Agresja nie osiągnęłaby swojej masy krytycznej i nie wybuchła jak dziś. Stało się tak, że normalnych ludzi była garstka. Nie dziwne. Według mnie nikt, komu zdrowie i życie miłe, nie powinien się wybierać na imprezy, na których strojem obowiązującym jest kaptur i szalik na twarzy.

Po paru latach mieszkania w Olsztynie moja spostrzegawcza małżonka zauważyła, że święta narodowe obchodzi się na ziemiach odzyskanych znacznie mniej podniośle. Uważaliśmy to za dowód pewnego wykorzenienia ludzi tam mieszkających, których mówiąc krótko, przywieziono w wagonach z ich miast i wsi kresowych na ziemie mniej lub bardziej „odzyskane”. Ludzie ci są mniej wylewni, jeśli chodzi o manifestację uczuć narodowych niż tacy np. warszawiacy czy krakusy. Poniekąd jest to prawdą również w Gdańsku, gdzie zamiast uroczystych defilad i apeli od paru lat organizowana jest parada niepodległości. W paradzie biorą udział ludzie, którzy przebierają się w stroje z epoki lub za historyczne postacie. Po paradzie przeprowadza się konkurs na najlepsze przebranie. Sami przyznajcie, że jest to lżejszy sposób świętowania niż nucenie „O mój rozmarynie” oraz słuchanie apelu poległych. Do dziś uważałem, że wolę te tradycyjne, „warszawskie” świętowanie. Dziś zdałem sobie sprawę, że istotą święta jest świętowanie czyli radość. Gdzie było dziś więcej radości, w Warszawie czy w Gdańsku, odpowiedzcie sobie sami.

Szczerze mówiąc, od czasów harcerstwa, nie biorę udziału w patriotycznych manifestacjach. Czy jestem złym Polakiem, złym patriotą? Myślę, że nie gorszym od tych z Nowego Światu czy Placu Konstytucji. Mój patriotyzm jest taki raczej niewidzialny. Machać flagą i wykrzykiwać nacjonalistyczne hasła raz do roku jest w miarę łatwo, zwłaszcza w większej grupie. Ja swój patriotyzm uprawiam 365 dni w roku. Na czym on polega? Na szacunku do drugiego człowieka. Na mówieniu i odpowiadaniu „dzień dobry” sąsiadom i szanowaniu ciszy nocnej. Na niewyrzucaniu śmieci gdzie popadnie, niedeptaniu trawników, niepaleniu na klatce schodowej. Na respektowaniu podstawowych norm społecznych. Na uczciwości wobec innych i wobec instytucji państwa. Na niekombinowaniu przy płaceniu podatków i przy pobieraniu pomocy od państwa. Na głosowaniu w każdych wyborach. Na nieparkowaniu na trawnikach, na niezastawianiu innych samochodów, na niezajmowaniu dwóch miejsc parkingowych i na bezpiecznej i odpowiedzialnej jeździe samochodem. Na elementarnej uczciwości i życzliwości.

Może gdyby więcej ludzi szanowałoby się na co dzień, to łatwiej byłoby im się cieszyć z tego, że żyjemy w Polsce. Nie tylko od święta.

Punkt odniesienia

Jakiś czas temu zauważyłem, że Andrzej może całymi minutami (!) patrzeć w jedno miejsce w naszym mieszkaniu. Wykorzystujemy to miejsce aby uspokoić małego. Nie opowiadałbym wam o tym, gdyby nie fakt, że jest to miejsce absolutnie nieatrakcyjne ani dla nas, ani dla naszych gości. Oto ono:

Roboczo nazwaliśmy je „roślinka”. Problem w tym, że jest to widok o działaniu kojącym na nasze dziecko, więc przez jakiś czas nie możemy niczego tam zmienić. Roślinka, której gatunku Ania nie pamięta, znalazła się także pod ścisłą ochroną.