gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Polska scena polityczna

Od paru dni noszę się z zamiarem napisania postu politycznego. Wszak wybory już niedługo, kampania wyborcza w pełni. Właśnie słucham materiałów wyborczych w Trójce. Nie zdążyłem przełączyć w porę radia na RMF Classic lub Chilli ZET. Jeden obiecuje obniżkę akcyzy na paliwo, drudzy dadzą 400zł miesięcznie na każde dziecko a Korwin-Mikke jak zwykle celnie przypomina, że ci przed nim i ci po nim kłamali, kłamią i będą kłamać.

Ja w zasadzie o czym innym. Pomyślcie za jakich prymitywów mają nas, wyborców, kandydaci. Całe Trójmiasto oblepione jest jest dyktami z tymi tępymi mordami. Każda morda się do nas uśmiecha. Na plakacie jest morda, nr listy, nazwa i logo partii. Już rzadko kto sili się na slogan, jakieś wyborcze hasło. Dlaczego mam na ciebie głosować kandydacie? Bo ładnie wyglądasz? Nic o tobie nie wiem i niczego się nie dowiem. A może myślisz, że zagłosuję na ciebie bo mi się w mózgu wypali twoja podobizna z plakatu, których setki mijam w drodze do pracy i z powrotem. Czy naprawdę uważasz mnie za takiego prymitywa? Jeśli Biedronka chce mi sprzedać masło, to nie obkleja całego miasta reklamą masła. Nawet Biedronkę stać na klasę i normalną kampanię reklamową.

Mój kolega uważa, że do polityki powinni iść ludzie, którzy już coś osiągnęli w życiu. Biznesmeni, których firmy prosperują, inżynierowie, którzy nie jeden most zbudowali, w skrócie ludzie, którzy osiągnęli sukces w swojej dziedzinie. Fachowcy, którzy swoją wiedzę i doświadczenie wniosą do parlamentu. A kogo teraz mamy na listach? Szczawiki zaraz po studiach (pewnie politologia) i etatowi politycy, którzy znają się tylko na polityce, czyli na niczym. Jakim życiowym osiągnięciem może się poszczycić nr 1 z listy PiS lub PO w Gdańsku? Czy jak tym razem mu się nie uda dorwać do koryta, to zobaczę go znowu w wyborach do parlamentu europejskiego a potem jeszcze w wyborach na prezydenta miasta? Czy znacie jakiegoś lekarza, który szuka pracy jako kardiolog a jak nie znajdzie to jako ortopeda? Albo nauczyciel, który chce wykładać na uniwersytecie a jak mu się nie uda to poszuka fuchy w przedszkolu?

Zazwyczaj przy wyborach namawiam wszystkich do głosowania. W tym roku mam trudny wybór. Prawdopodobnie pójdę zagłosować, ale oddam nieważny głos.

Tytuł postu idealnie opisuje, czym dzisiaj jest polityka w Polsce – teatrem. Pełno w nim kiepskich aktorów.

Na koniec bonus. Bardzo lubię ten filmik. I pomysły tego pana. Można obejrzeć cały albo od razu przewinąć do 3:00.

5 komentarzy Subskrybuj komentarze

  1. jarfos 02 października 2011 10:10

    Głosowanie na mordę z latarni jest oczywiście pójściem na skróty, chociaż z drugiej strony i tak głosujemy na partie, a nie na kandydatów – liczy się więc tylko numer listy, a nie gęba na plakacie.
    Osobiście uważam, że oddając swój cenny głos na „swojego” kandydata, trzeba mieć w tym jakiś cel, zamiar. Na przykład rozprawienie się z „układem”, wyjaśnienie tajemnicy zamachu, itepe – w końcu wszyscy kandydaci coś nam obiecują. Moim marzeniem jest państwo w pełni świeckie, dlatego w tych wyborach ryzykownie postanowiłem powierzyć swój głos na jedyną osobę, która nie boi się czarnej mafii…
    Pozdrawiam i namawiam do oddania ważnego głosu!

  2. Jarek 02 października 2011 21:33

    Myślisz o Palikocie? Wpisz na youtubie „tylkowski”. W Elblągu nr 1 na liście Palikota jest koleś z zataratym, ale jednak wyrokiem za obicie bejsbolem. Ogólnie na jego listach są ludzie z przypadku. Chyba już wolę złodziei z innych list, niż byłych bandytów i ćwierćinteligentów.

  3. PiotR 03 października 2011 19:24

    To ja mam takiego „nowego” klasyka parapolitycznego
    http://www.youtube.com/watch?v=fQra4bjrUqQ

  4. mario 25 października 2011 00:50

    stanowczo parlament nie powinien być pierwszą pracą kandydata :)
    co do teatru to się zgadzam, ale nie ogranicza się to tylko do Polski

    kiedyś przeczytałem książkę pana Eryka Mistewicza o marketingu politycznym, niedawno wydał nowa o marketingu narracyjnym – pozycje bardzo interesujące i zarazem smutne bo politycy to produkty, my to konsumenci a na rynku jest masa specjalistów od marketingu którzy użyją wszelkich środków narzędzi manipulacji, badań marketingowych, przekazów podprogowych, itp aby osiągnąć cel czyli mieć władzę w wersji maksymalnej lub mieć ciepłą posadę w wersji dla mniej ambitnych

    mamy erę postpolityki – nie liczą się idee, programy – liczy się wizerunek, narracja i story
    ps. Palikot to chyba najbardziej przebiegły marketer z tego cyrku

    tęsknię za dyskusjami o ideach, ale prowadzonymi na poziomie

  5. Jarek 25 października 2011 10:41

    Osobiście uważam całą dziedzinę wiedzy zwaną marketingiem za niemoralną i jako taka powinna zostać zdelegalizowana.

Skomentuj