gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Sunny Sunday

Zwyczajowo pospałem sobie do późna. Kuchnia serwowała śniadania jedynie do 10:30. Dałem radę. Podobnie jak zmiana sprawdzonej trasy, tak i zmiana hotelu mi nie posłużyła. Hotel trochę gorszy od tego z ostatniego tournee w 2008 roku. Ale hotel też daje radę. Wybrałem się na przejażdżkę. Oswajanie się z ruchem drogowym jest powolne. Ilość przegapionych zjazdów z autostrady jest ściśle skorelowana z ilością spalonego paliwa.

Kalifornia to magiczne miejsce. Słonecznie, 17°C, na plaży ludzie grają w siatkę, surfują. Sielanka. Porobiłem trochę zdjęć na plażach w Huntington i Newport, ale wam nie pokażę. Analogowa fotografia – taka moja fanaberia ;-)

Skomentuj