gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Rdz 11,1-9

Jako człowiek osiadły, typowy ksenofobiczny Polak-Katolik-alkoholik, zawsze będąc zagranicą czuje się jak ufoludek. Mam wrażenie, że jestem inaczej ubrany, uczesany, inaczej opalony i w ogóle jestem inny. Skoro wszyscy inni są inni, to raczej jest to moja wina – to ja jestem inny a nie oni. Dopiero wczoraj udało mi się wydedukować, jak to się dzieje. Otóż w takiej Ameryce ludzie nie zwracają uwagi na to, że ktoś jest inny. To, co w Polsce lub w Europie uchodzi za dziwaczne tu dziwaczne już nie jest. Może dlatego, że tu większość ludzi jest dziwacznych na swój sposób a skoro dziwaczność jest powszechna, to nie rzuca się w oczy. Z drugiej strony, w kraju naszym, gdzie cytryna dojrzewa, wystarczy się do kogoś uśmiechnąć w autobusie albo założyć różowy szalik a ludzie już mają cię za dziwaka. Polacy mają bardzo nisko ustawiony próg postrzegania dziwactw. Każde odstępstwo od szaroburej normy jest dziwactwem. Tutaj nikogo nie dziwi pani ważąca 150kg jedząca lunch w McDonaldzie, pan na elektrycznym wózku z butlą tlenową na plecach wjeżdżający do sklepu z biżuterią, żebrak wyjmujący plastikowe butelki ze śmietnika 5 metrów od sklepu Rolexa i Cartiera. Jeśli ktoś głosi Słowo Boże przechodniom na skrzyżowaniu ulic, to nie wyzywa się go cytuję – od Jehowców lub Żydów pier…ch. Ktoś kiedyś napisał lub opowiedział mi, że czyjaś znajoma mieszkająca w Anglii wyszła na chwilę przed dom i zatrzasnęły się za nią drzwi. Klucze były w środku, więc poszła kilka ulic dalej do miejsca pracy koleżanki z którą mieszkała po jej klucze. Nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że drogę pokonała ubrana tylko w pidżamę. Ponoć nikt nie zwrócił na nią uwagi.

Tak więc chodzę sobie po centrum handlowym South Costa Plaza czując się jak ufoludek chociaż nikt nie zwraca na mnie uwagi. Dopiero kiedy muszę z kimś zamienić słowo, widzę w oczach rozmówcy zdziwienie – „Ten koleś mówi z jakimś dziwnym akcentem”. Trudność polega na tym, że ja staram się mówić po angielsku tak samo mocno jak Meksykanin po drugiej stronie lady. Dogadamy się?

14 komentarzy Subskrybuj komentarze

  1. Ania 02 lutego 2010 08:15

    To ja Ci opowoiadałam o piżamowej przygodzie Agaty H.:). Co do Meksyku – dogadacie się na bank, nawet lepiej niż z tzw. Amerykaninem:)!Śmiechowe te Stany!

  2. dyjka 02 lutego 2010 15:21

    inaczej opalony???
    to Ty w ogole gdzies jestes opalony ???

    eeee

    ;)

    dyjka

  3. dyjka 02 lutego 2010 15:22

    inaczej opalony???
    to Ty w ogole gdzies jestes opalony ???

    eeee

    ;)

  4. jarfos 02 lutego 2010 18:37

    Ja wiem, gdzie Jaruś jest opalony.
    Na Mazurach…
    :))

  5. Modelarz 02 lutego 2010 23:05

    Naprawdę ta Polska taka straszna…?
    Ja nie wiem… za mało mam doświadczenia… ale chyba… nie.

  6. Jarek 03 lutego 2010 08:29

    Polska nie taka straszna. Jak to powiedział Piłsudski – "Naród dobry, tylko ludzie chuje."

  7. Modelarz 03 lutego 2010 12:51

    Pitolicie Hipolicie. Ludzie to my. To nie od nich wszystko zależy, tylko od nas. Pomyślałeś tak?

  8. Jarek 04 lutego 2010 01:58

    Tak, tylko My Ludzie musimy się jakoś zorganizować, żeby coś od nas zależało. A w ogóle to nie podoba mi się Twój ton ;-P Jak zwykle krytykujesz. Tak po polsku ;D

  9. Modelarz 04 lutego 2010 13:20

    "A w ogóle to nie podoba mi się Twój ton" to mnie zmoderuj… albo focha strzel ;)
    A tak na serio, to szkoda, że odebrałeś to jako krytykę. Chodziło mi o to, że wszyscy tylko narzekają, że nic się nie zmieni, ale sami nic nie robią, by chociaż ich mały świat stał się lepszy. "Życie jest ciężkie…" mówią i utrudniają sobie jeszcze bardziej. Przykład? Kierowca. Jak pięknie przeciętny kierowca narzeka na innych "złych". Sam jednak popełnia te same błędy, ale wtedy jest ok "bo się śpieszę". A inni się nie śpieszą?

    Krytykując Polskę nic się w niej nie zmieni, zmieniając Polskę, zmniejszymy ilość powodów do narzekań. Chociaż trochę.

    Reasumując to nie krytyka… jak zawsze, Tylko zachęta do spojrzenia na nasz dom łaskawszym okiem.

    Swoją drogą, niektórzy Placy faktycznie ciężko zmieniają zdanie. Tak jak Ty. Uparłeś się, że się czepiam i teraz nawet jeśli będę miał najczystsze intencje, i tak zmieszasz mnie z błotem.

    Ludzie się zmieniają. Nawet jeśli Ty nie.

    P.S. A skąd te uprzedzenia tak poza tym? I po co wszystko inne, skoro i tak masz zdanie i go nie zmienisz?

  10. Modelarz 04 lutego 2010 15:55

    Ale tak wogóle to pokój, nie?

  11. Jarek 05 lutego 2010 00:52

    Po piewrwsze primo, dlaczego zakladasz, ze uwazam ze nic sie nie zmieni? Caly czas sie zmienia, tu, w Polsce, u Ciebie u mnie, wszedzie.

    Po drugie primo, dlaczego uwazasz, ze TYLKO krytykuje? Znasz mnie – nie robie rzeczy, ktore moglyby przeszkadzac innym. Poza tym jestem w obcym kraju i mam moralne prawo porownywac i mowic co jest lepsze tu a co jest lepsze tam. Np Dr Pepper jest tu lepszy, pije go litrami ;D

    Po trzecie primo, jestes tak samo uparty jak ja ;-)

    Yeah, peace brother

  12. Modelarz 05 lutego 2010 10:33

    "Po trzecie primo, jestes tak samo uparty jak ja ;-)"

    A jednak ;) Spox

  13. Mariusz 16 lutego 2010 00:32

    przy takim poziomie odmienności na pewno co drugi to jakić nawet niezakamuflowany ufok. Po Twoim poście inaczej teraz patrzę na facetów czerni

  14. Mariusz 16 lutego 2010 00:41

    Change – we can believe in

Skomentuj