gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Dlaczego

Jak już niejednokrotnie pisałem, Kalifornia to piękne miejsce. Ciepłe i dostatnie. Wielkością i populacją zbliżone do Polski. Klimatem i poziomem życia już niekoniecznie. Przyznaję, że choć staram się do wszystkiego podchodzić racjonalnie, to jestem poniekąd zauroczony tym krajem. Dla niektórych może się to wydawać płytkie – pojechał do ju-es-ej i się zachłysnął bo zobaczył sześciopasmowe autostrady i Starbucksa. Jeśli tak uważasz, to zapraszam do zapoznania się z moimi płytko-głębokimi przemyśleniami.

Oprócz tego, że jestem wzrokowcem i dotykowcem, jestem również słuchowcem. Utwierdziło mnie w tym pewne zdarzenie w pracy. Otóż natrafiłem na problem i zadawałem sobie w myślach pytanie jak go rozwiązać. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi podszedłem do kolegi i zadałem mu to samo pytanie, które zadawałem sobie. W momencie, kiedy wypowiedziałem je na głos, w mojej głowie pojawiła się odpowiedź. Tym razem było inaczej.

Podczas mojej podróży służbowej do Kalifornii zostałem zaproszony przez Dave’a i jego żonę na kolację. Dave jest jednym z inżynierów pracujących w biurze w Costa Mesa, z którym współpracujemy. Podczas rozmowy w trakcie kolacji żona Dave’a zadała mi to pytanie. Niby zwykłe takie. Pytanie, na które wydawało mi się, że znam odpowiedź. Aż do momentu, kiedy je usłyszałem z ust obcokrajowca.

Dlaczego żyjesz w Polsce?

W pierwszym momencie zatkała mnie oczywistość tego pytania. Potem w ułamku sekundy przypomniałem sobie wszystkie odpowiedzi, jakie byłyby odpowiednio poprawne:
  1. Bo tak
  2. Bo to moja Ojczyzna
  3. Bo tam się urodziłem
  4. Bo tam mam rodzinę i przyjaciół

Zadałem sobie trud szybkiego przeanalizowania tych odpowiedzi i analiza wykazała, że są one kiepskie.

Ad. 1
Bez komentarza

Ad. 2
Ojczyzna – jest to dziś dla mnie tak górnolotne hasło, że aż nierealne. Co z tego, że będziemy moknąć na deszczu przed pomnikami na 11 listopada, jak sąsiedzi i tak mają w d…e elementarne zasady sąsiedzkiego współżycia. Co z tego, że chodzę na wybory, jak nie mam na kogo głosować? Ojczyzna to wspólnota. Nie mam poczucia wspólnoty.

Ad. 3
Fakt urodzenia w Polsce nie jest powodem, żeby mieszkać w Polsce. Jest raczej przyczyną, dlaczego tu mieszkam. Skoro mieszkasz w Polsce, bo tu się urodziłeś, to dlaczego nie mieszkasz w Mławie, Działdowie czy Ciechanowie. Przecież to tam się urodziłeś/wychowałeś.

Ad. 4
To jest konkretny powód. Pytanie, gdzie jest ta granica, kiedy komfort twojego życia jest ważniejszy niż bliski kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Kto postąpił lepiej, czy ci co w stanie wojennym emigrowali bo mieli dość czy ci co zostali w kraju? Kto teraz wybrał lepiej, ten co wyemigrował na wyspy i zarabiając na zmywaku jest w stanie podróżować po świecie, czy ten co został w kraju i po studiach zarabia 300zł więcej niż najniższa krajowa?

No więc padło zwyczajne pytanie, minęło kilka sekund a ja siedzę z otwartymi ustami, z których nie wydobywają się żadne słowa. W końcu odpowiedziałem:

Bo w każdym innym kraju czułbym się jak emigrant.

A ty dlaczego mieszkasz w Polsce? Szczerze i racjonalnie.

26 komentarzy Subskrybuj komentarze

  1. jarfos 25 lutego 2010 00:15

    Jarku, dla takich postów warto regularnie czytać Twojego bloga. Każdy sobie zadaje podobne pytania, ale niewielu potrafi tak zgrabnie udzielać odpowiedzi. Tak trzymaj. :)
    Odczuwałem kiedyś potrzebę podzielenia się ze światem swoimi przemyśleniami na temat patriotyzmu i wartości ukrytych w słowie Ojczyzna. Wyskrobałem nawet elaborat na bloga, ale w końcu go nie opublikowałem. Do tej pory nie wiedziałem nawet za bardzo czemu. Teraz widzę, że zabrakło mi doświadczenia – na przykład takiego pytania, które ktoś na drugim końcu świata zadał Tobie. Elaborat już przepadł, ale przemyślenia pozostały:
    Stanisław Lem kiedyś jednym zdaniem odpowiedział na wiele pytań, które sobie stawiałem: "Polska jest miejscem, gdzie się dzieje mój los". Po prostu.
    Natomiast Iroh – jeden z bohaterów Avatara w jednym odcinku tej zajefajnej kreskówki powiedział takie słowa, które w szerszym kontekście nabierają znaczenia: "Żyje się tam, gdzie się jest – niezależnie od tego czy ci się to podoba". Stryj Iroh równie dobitnie co Lem odpowiedział na pytanie "co mnie tu trzyma?". Pozdrawiam.

  2. Jarek 25 lutego 2010 08:24

    To ja może zwrócę komplement i napiszę, że dla takich komentarzy warto pisać bloga ;)

    "Żyje się tam, gdzie się jest" – jeśli pojadę mieszkać w ciepłe kraje to będąc tam, będę mógł powiedzieć to samo co będąc tu. Czyli "tu" trzyma mnie to samo co trzymałoby mnie "tam".

    Nie satysfakcjonuje mnie Twoja odpowiedź ;)

  3. mroh 25 lutego 2010 11:20

    Nie wydaje mi się, że Lem odpowiedział tym zdaniem na pytanie podobne temu, postawionemu przez Rumcajsa. Podobnie pseudofilozoficzny truizm z Avatara, typu: "Jestem, gdzie jestem.", "Będę, jak przyjdę."
    To nie jest odpowiedź na Pytanie.
    Także nie jest odpowiedzią stwierdzenie, że wszędzie indziej czułbym się jak emigrant. Ale coś w nim jest.
    Człowiek jest zwierzęciem stadnym. O przynależności do grupy świadczą wspólne rytuały, zainteresowania, wygląd i tak dalej. Trudno się czuć swobodnie w czarnej dzielnicy Elbląga. Ani nie wyglądamy jak mieszkańcy, ani się tak nie zachowujemy. Dodatkowo samopoczucie poprawia fakt, że poruszamy się po znanym terytorium.
    Reasumując, bo błądzę. Wystarczy znaleźć w sobie odwagę do zrobienia kroku naprzód, wybrać pasujące nam miejsce i się tam wynieść. Po zbudowaniu sobie grupy znajomych dających nam poczucie wspólnoty
    i pozwalających na odprawianie miejscowych rytuałów oraz zapoznaniu się z topografią będzie jak w domu.

  4. Jarek 25 lutego 2010 11:54

    Czuć się jak emigrant = czuć się jak obcy. Mrohu, pisząc o "zbudowaniu sobie grupy znajomych dających nam poczucie wspólnoty
    i pozwalających na odprawianie miejscowych rytuałów" masz na myśli np. wyjazd do Chicago i zapisaniu się do organizacji polonijnych, czy całkowitą asymilację z tubylcami? Jeśli to pierwsze, to myślę, że w tym środowisku czułbym się jeszcze bardziej wyalienowany niż wśród obcokrajowców. Polonia silnie kojarzy mi się z Cepelią zarówno jeśli chodzi o powierzchowność jak i mentalność.

    Budowanie sobie grupy znajomych, wg mnie nie wystarcza. Jesteśmy w Trójmieście ponad dwa lata, mamy grupę znajomych starych i nowych. Co z tego, skoro nadal czujemy się wyobcowani, bo na 10 propozycji spotkań 8 wychodzi od nas. Koleżanka od ponad 5 lat mieszka w Krakowie i wciąż czuje się obco (nie urodziła się w Krakowie, przyjechała z Warszawy, nie mówi "na polu" tylko "na dworze"). A przecież Kraków czy Trójmiasto to nie zagranica. Nie ma letko.

  5. mroh 25 lutego 2010 12:23

    No ale pisałem o czarnej dzielnicy Elbląga przecież. Czy mieszkając wśród polonusów w sikago miałbyś z nimi więcej wspólnego niż miejsce zamieszkania?
    Chodzi mi o wspólnotę, która łączy, a piszesz o asymilacji. Trudno czuć się dobrze w sytuacji, gdy się musisz połamać, żeby się gdzieś dopasować.
    Szukając miejsca do mieszkania musisz zadawać sobie pytanie "Na ile mi tu jest dobrze i co będę musiał tu zmienić, żeby było lepiej" a nie "Jak by się tu dopasować". Szkoda czasu na mękę. Żyje się krótko i wystarczająco boleśnie, żeby sobie dodawać problemów.
    Wracając do wspomnianej wspólnoty, to Ty masz ją tworzyć, a nie dopasowywać się do istniejących koślawości. Jak nie ma materiału to nie ma czego szukać.
    Ale ja lubię mówić "ałchan" :).

    Post Sacrum: Ja w Gdańsku mieszkam od szkoły średniej – prawie lat 20, z przerwami na wakacje i takie tam. Łatwo mi gadać :)

  6. jarfos 25 lutego 2010 12:30

    Owszem, ani Lem, ani Iroh nie dali odpowiedzi wprost, ale przecież chodzi o to samo: Mieszkam tu, bo tu jest mój dom. Jeśli się przeprowadzę do ciepłych krajów, to tam będzie mój dom i odpowiedź będzie ta sama. Można by wysnuć przypuszczenie, że jest pewne niedopowiedzenie w tym pytaniu. Powinno ono brzmieć: "Co mnie tu trzyma, skoro tu jest tak zimno" :))
    Mój kolega ze studiów, który od paru lat mieszka na Cyprze, uświadomił mi, że klimat nigdy nie powinien być jedynym kryterium przy wyborze miejsca na Ziemi, w którym chcesz mieszkać. Pamiętaj, że żyjemy w globalnej wiosce. Jak Ci nie pasuje jedno miejsce, to się przenosisz do innego. Nawet ptaki co roku budują nowe gniazda (no chyba, że bociany – ale one też migrują :)).
    Ja wiem, że taka odpowiedź też jest nie do końca satysfakcjonująca, ale jakbym miał wybierać spośród zaproponowanych przez Ciebie, to bym postawił na opcję "Bo TAK"…
    Pozdrawiam :)

  7. Jarek 25 lutego 2010 13:26

    Mrohu, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. W wyborze miejsca do życia należy uwzględnić ogólnie rozumianą wygodę oraz wysiłek jaki trzeba włożyć, aby miejsce "przyzwyczaić" do siebie a nie odwrotnie. Tak rozumując najlepszym miejscem do życia jest moje obecne miejsce do życia, bo tu nie muszę niczego zmieniać a do tego co mnie wkurza zdążyłem się przyzwyczaić. Albo i nie.

  8. Jarek 25 lutego 2010 14:10

    Żeby było mało, to samo pytanie zadał mi pewien Teksańczyk na lotnisku w Los Angeles. 100% Teksasu – bardzo miły starszy pan, pracownik firmy naftowej, zwolennik George'a W. Busha, ojciec oficera walczącego w Iraku, myśliwy i wędkarz. Pokazał mi zdjęcia całej swojej rodziny, zdjęcia z pracy, zdjęcia złowionych ryb i upolowanych jeleni. Według niego Houston w Teksasie to najlepsze miejsce do życia. Facet podróżował trochę po świecie, więc nie można mu było zarzucić, że nie ma porównania.

    Zarówno żona Dave'a z Kalifornii jak i pan Wells z Houston w stanie Teksas uważają, że najlepsze miejsce do życia to miejsce, gdzie właśnie mieszkają. Ja pomimo całego swojego patriotyzmu, uwielbienia dla Mazur, Zamojszczyzny, Podlasia, Kaszub i Mazowasza, nie mogę tak powiedzieć o Polsce. Gdybym mógł, nie było by tego posta.

  9. Modelarz 25 lutego 2010 22:47

    Znowu kij w morwisko:

    Pomyślałeś czasem, że to NIE Z MIEJSCEM jest coś nie tak?

  10. Modelarz 25 lutego 2010 22:48

    Żeby nie wszczynać niepotrzebych dysput nie oczekuję odpowiedzi… bardzo nie oczekuję ;)

  11. Jarek 25 lutego 2010 23:35

    Pomyślałem Piotrze, pomyślałem. A Ty dlaczego żyjesz w Polsce?

  12. Modelarz 25 lutego 2010 23:56

    Uwierz albo nie, ale za wszelką cenę chciałbym dołożyć swoją cegiełkę do tego by było tu lepiej. Chcę dawać pracę polskim rzemieślnikom, kupować u Polaków i z Polakami obcować. Między innymi dlatego nie postawiłem wszystkiego na jedną kartę i nie zacząłem pływać na całego. Nawet mimo tego, że oznacza to dla mnie większe czy mniejsze kłopoty.

    Poza tym jest coś w powietrzu, w krajobrazach i w ludziach właśnie mimo wszystko. Zawsze jak tu wracam jestem szczęśliwy podwójnie. Wracam do domu i do kraju. Choć w sumie dla mnie to jedno.

    Mnie też wiele razy pytano dlaczego mieszkam w Polsce. Odpowiedź jest prosta: bo jestem Polakiem i nic tego nie zmieni. Nigdy. Nawet jakby ktoś chciał.

    Co do lokalnego patriotyzmu to masz rację. Ja też czuję się tu wyobcowany… tak trochę. I tęsknię za Mławą… mimo wszystko. Inaczej nie goniłbym przez pół Polski by tam dotrzeć.

    Co do inicjatywy znajomych czy przyjaciół to też doskonale Cię rozumiem. Przestałem się tym jednak przejmować i stwierdziłem, że jak ktoś się "stęskni" to sam zadzwoni. Jeśli nie zadzwoni, to znaczy, że szkoda czasu. Oczywiście bez popadania w skrajności.

    Od Ciebie też fajnie było odebrać telefon.

  13. Jarek 26 lutego 2010 11:33

    Widzisz, tu się trochę różnimy. Ja chce kupować u ludzi, którzy sprzedadzą mi towar dobrej jakości za rozsądną cenę. Nie biorę pod uwagę jego narodowości. Poza tym w dzisiejszym świecie zależności rynkowe są takie, że w polskim sklepie ogrodniczym u pani Stefci będziesz kupował kaszę z Węgier zapakowaną przez firmę z Niemiec. Kogo będę wspierać jak kupię tą kaszę? Chyba wszystkich po trochu.

    Ja też lubię obcować z ludźmi. Bez względu na narodowość. Owszem, każdy naród ma jakieś stereotypowe wady. Anglicy się wywyższają, Amerykanie są głupi, Żydzi są konfliktowi. Ja bliżej poznałem dwóch Anglików, kilku Amerykanów, Szwedkę, Meksykankę i Rosjanina. Żadna z tych osób nie posiadała tych cech, które określa stereotyp ich narodowości. Natomiast codziennie spotykam się ze stereotypowymi Polakami – narzekającymi, kombinującymi itd. Tak, wiem – kilku obcokrajowców to za mała próba. Podsumowując – ja po prostu lubię obcować z ciekawymi i uczciwymi ludźmi.

    Nie zaliczyłem tylu powrotów do kraju co Ty. Ale moje odczucia są inne. Ja przez dwa tygodnie nie słyszałem mowy ojczystej. Pierwsze zdanie po polsku jakie usłyszałem, to było "Kurwa coś tam coś, kurwa" na lotnisku we Frankfurcie. Cieszę się, że wracam do domu, ale nie cieszę się, że wracam do miejsca, gdzie ludzie patrzą na siebie spod byka a na drodze co drugi kierowca chce cię koniecznie zepchnąć na pobocze.

    O to chodzi Piotrze, że ja, Jarosław syn Zdzisława, jestem uczciwy i życzliwy dla innych, ale to wciąż jestem tylko ja i niewielka grupa innych osób. Możemy zmienić konstytucję, prawo, sejm i senat, prezydenta, ale zmiana mentalności ludzi to zadanie na pokolenia.

    No i może na koniec – kij w mrowisko: piękna nasza Polska cała, piękna żyzna i w ogóle. Dlaczego więc na wakacje wyjeżdżasz najchętniej na Słowację? Czyżby taniej i nie ma "tych wszystkich ludzi" ? ;-)

  14. Modelarz 26 lutego 2010 15:17

    No, no. Coś w tym jest. Dlatego też musimy starać się jak możemy by zmienić jak najwięcej. Ja wogóle nie gloryfikuję Polski ani Polaków, ale napewno nie zasługuje ona/oni na taką negatywną ocenę jak prezentujesz. A prezentujesz ją światu, na łamach tego bloga, dlatego nie mogę koło tego przejść spokojnie.

    Słowacja… Hmmm. Taniej jest – to prawda. Ładnie też, ale wcale nie ładniej. Chyba chodzi o to, że trafiliśmy tam przypadkiem i spodobali nam się ludzie. Polaków wcale tam nie jest mniej. I wcale nie są lepsi. Wogóle ta Słowacja jest bardziej jak Polska niż zagranica… dlatego w zeszłym roku wygrała z Alpami ;)

    A może ja jestem jakiś walnięty, że tak ta Polska leży mi na sercu. Może.

  15. Modelarz 26 lutego 2010 15:19

    Aha jeszcze jedno. Pani Stefcia może i sprzeda Ci węgierską kaszę pakowaną w Niemczech. I dasz pracę węgierskiemu rolnikowi i niemieckiej pakowarce, ok. To raczej nieuniknione. Ale dasz też pracę pani Stefci, a właśnie o to chodzi. Nawet jeśli jest kasjerką w Auchan.

  16. Jarek 26 lutego 2010 15:45

    Surowo mnie oceniasz. To, że uważam, że Polska nie jest najlepszym miejscem do życia, nie oznacza, że prezentuję jej negatywną ocenę. Są kraje, które są dla mnie rajem na ziemi i są kraje gdzie stopa moja nie postanie. Polska jest gdzieś po środku w dla wielu z nas jest pewnym optimum.

    Piszę o problemach, ale piszę też o dobrych stronach. Popatrz na zdjęcia zrobione w Polsce, które pokazuję światu.

    Podzielę się jeszcze jedną myślą. Uważam, że Polska jest ciekawym krajem, bo u nas przełomowe rzeczy dzieją się na naszych oczach. Minęło 20 lat od upadku komuny a w społeczeństwie ciągle się coś dzieje. Taki twórczy ferment. Nikt nie wie co z tego wyjdzie na końcu, ale jest ciekawie. Na zachodzie ludzie wszystko już mają i przez wszystko już przeszli. Tam wszystko jest ugruntowane. U nas jeszcze nie. Jestem bardzo ciekawy, jak Polska będzie wyglądać za 10 czy 20 lat.

  17. Modelarz 26 lutego 2010 18:45

    Wiesz, że to rzadkość, ale zgadzam się w 100%. Dla mnie to istny fenomen. Nie możemy więc oczekiwać, że stan, do którego inne narody dochodziły przez dziesiątki lat, nam uda się osiągnąć w 20.

    Ave

  18. basia 27 lutego 2010 20:18

    a ja mieszkam w Czarlinie od 25 lat, Przem od 9 ( z małymi przerwami) i dalej czuję że to nie to…chociaż mój mąż czuje się tu "jak w domu"

    najlepiej mi było w Londynie przez 4 m-ce życia, ale dla p. była to tylko "taka" przygoda…

    więc myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia: jak kto odczuwa i jak podchodzi do sprawy domu – dla mnie to chyba dom będzie tak, gdzie go sobie zorganizuję – łącznie ze wszystkimi dodatkami – pracą, szkołą, sklepem, basenem, kinem,itp.

    szkoda byłoby nie mieć takich przyjaciół jak tu, chociaż z drugiej strony, chwile wspólnych spotkań i wypadów skracają się proporcjonalnie do ilości pojawiających się dzieci w poszczególnych rodzinach: kiedy my mieliśmy małe dzieci, znajomi chodzili do kina, teraz oni mają małe dzieci, a my jeździmy na narty, więc każdy robi swoje

    ps. tym samym się ujawniam : – )

    cześć (już się poznaliśmy): basia2kluseczekmama.blogspot.com

  19. Anna 02 marca 2010 08:45

    Głownym powodem, dla którego mieszkam w Polsce jest to, że niestety nie zostałam wychowana w duchu kosmopolitycznym i nie mam odwagi mieszkać gdzie indziej niż w znajomym mi grajdołku.Mogę bywać gdzieś na chwilę, delektować się nowo poznanym miejscem,ale mam poczucie,że nie odważyłabym się tam zamieszkać – bo przecież takich egzotycznych, wyidealizowanych miejsc jest tysiące i które z nich wybrać?!;).Możliwe, że Polska jest moim miejscem, tylko wrodzony/nabyty (odpowiednie skreślić) pesymizm ciągle każe mi narzekać na rzeczywistość i zauważać w niej więcej minusów niż plusów.A potem idę na spacer i z rozczuleniem stwierdzam,że to w Polsce są najpiękniejsze i najmilej pachnące-cuchnące koty podwórkowe;te domowe też są niepowtarzalne i nigdzie, gdzie dotąd bywałam nie udało mi się spotkać takich kotów:);że tutaj jest niebo, które przez większość czasu jest ciężkawe i szare, ale dziś tworzy tak piekne obrazy,że dech zapiera w piersi i wybaczam mu częste szarości.I na pewno zapachy polskie są niepowtarzalne – nadbałtyckiego piasku rozpalonego słońcem w środku lata, wilgotnej ziemi wiosną, "frapki" u Doriana w Olsztynie, kościoła w Wielką Sobotę i ulubionego przez Kicię;) świątecznego pasztetu mojej mamy:).Takie małe zapaszki, które dla mnie są ważniejsze niż smaczki. Wniosek-może to dobrze, że nie mam odwagi na zamieszkanie gdzie indziej:)?

  20. Jarek 02 marca 2010 23:23

    @basia
    Nie wiedziałem, że Przemek jest tak przywiązany do ziemi kociewskiej. Londyn vs Czarlin – porównanie wydaje się miażdżące, a jednak.

    @Anna
    Tak mi się skojarzyło – niektórzy mówią, że Paryż śmierdzi ;)

  21. Jarek 07 marca 2010 18:23

    Wywiad z Grabażem

  22. 1/3 07 maja 2010 11:07

    ach krew mi sie gotuje! czy ktos z Was mieszkal dluzej niz rok za granica? nie? wiec Wasze dywagacje sa jakos malo przekonujace. Te fajne miejsca sa tylko mrzonka za ktora kazdy z nas teskni. Wszedzie sa problemy i klopoty tylko innej natury. Nie ma edenu na ziemii!!!W co wy wierzycie…zawsze czegos lub kogos zabraknie

  23. Jarek 07 maja 2010 11:47

    Ale po co ten nerw. Nie muszę gdzieś mieszkać minimum rok, żeby mieć pojęcie o tym miejscu. Przyglądam się i rozmawiam z ludźmi. Nie szukam raju na ziemi, chciałbym żyć w miejscu "optymalnym" dla mnie.

    1/3 Dlaczego mieszkasz tam gdzie mieszkasz skoro "wszędzie są problemy i kłopoty tylko innej natury"?

  24. 1/3 07 maja 2010 12:51

    Ja mam swoje zdanie na ten temat i uwazam ze jednak trzeba cos przezyc zeby cos zrozumiec. Ludzie nie o wszystkim Ci opowiedza i nie wszystko uda sie zaobserwowac.
    A jesli chodzi o to czemu tu mieszkam- w zyciu trzeba isc na kompromis. Zaraz wracam.

  25. 1/3 07 maja 2010 13:50

    To tak jak z jedzeniem nie wiesz jak cos smakuje dopoki nie sprobujesz. A ja naleze do tych co uciekli bo troche chcieli, a troche musieli. Troche dla bajeru dla urozmaicenia zycia i dla sprawdzenia. Zeby potem bylo co wspominac i do czego wracac. Zatesknilam i chce wrocic.Tyle.Znikam.

  26. Jarek 07 maja 2010 14:44

    Za czym lub za kim zatęskniłaś? Jeśli można wiedzieć oczywiście.

Skomentuj