gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Żona co z nieba mi spadła – fotostory

Otóż Ania postanowiła skoczyć ze spadochronem. W tandemie. Firma stawia, więc czemu nie. Udało się za trzecim podejściem. Raz już byliśmy na lotnisku w Pruszczu i czekaliśmy na jej kolejkę, ale pogoda popsuła zabawę. Tydzień i dwa tygodnie później padało (bo to był przecież lipiec – środek pory deszczowej). Udało się w końcu załapać na sprzyjającą pogodę 8 sierpnia.

Ania w ubranku z napisem „Danger”

Skok w tandemie wymaga bliskości i wzajemnego zaufania.

W tej pozycji można swobodnie wymiotować.

Konrad i Ania, czyli misja na Marsa.

Świat jest mały – kolega Kuba też skakał.

Nie-tęga mina przed startem.

„Czy moje jędrne pośladki wytrzymają twarde lądowanie?”

Ania wchodzi na pokład SP-ANI

Pułap docelowy: 3000m

Tak skaczą zawodowcy.

Bujanie w obłokach

Ania wybierała spadochron pod kolor kombinezonu.

Lot

Kolejka do lądowania

Schodzenie…

Przyziemienie. Wyraz twarzy – bezcenny.

„Nie wiem, jak ty Konrad, ale ja zaraz zwymiotuję”

Tym samym żona wjechała mi na ambicję i to konkretnie ;-) Niemniej jestem z niej ogromnie dumny.

1 Komentarz Subskrybuj komentarze

  1. marioo 19 sierpnia 2009 23:39

    czyli co Jarku, kiedy Ty skaczesz?

Skomentuj