gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

The GAA – Part II – Life is a highway

Tytuł polski:
Życie jest autostradą

Tytuł polski tłumaczony przez polskich tłumaczy tytułów filmowych:
Droga do nikąd

Tip:
1 mila = 1,62 km
1 galon = 2,4 l 3,785 l (dziękuję Bożenie za poprawkę)

Amerykanie jeżdżą samochodami. Samochód jest dla nich przedmiotem codziennego użytku tak jak szczoteczka do zębów a jeżdżenie samochodem czynnością tak powszechną jak chodzenie czy jedzenie. Stąd też wynika moim zdaniem ich kultura na drodze. W ciągu tych dwóch tygodni, tylko dwa razy zdarzyło sie, że ktoś na nas zatrąbił lub w inny sposób wyraził swoją dezaprobatę naszych dziwnych manewrów na drodze. Jadąc rano do pracy pięciopasmową autostradą, rzadko widywaliśmy kogoś, kto wyprzedzał znienacka z ogromną prędkością a potem wciskał się przed inne samochody w ostatniej chwili. Sam zauważyłem, że po powrocie do Polski jeżdżę spokojniej. Nawet jeśli na autostradzie był korek w popołudniowych godzinach szczytu, wszyscy jechali te swoje 10-20 mph.

Przepisy drogowe są w Kalifornii bardzo proste. Tak samo jak znaki drogowe. Na znakach znajdują się albo strzałki albo napisy. Żadnych dziwnych symboli. Wszystko masz napisane: „Musisz skręcić w lewo”, „Zakak parkowania w dni robocze”, „Niebezpieczny zakręt”. Niektóre znaki wprost informowały Cię o konsekwencjach: „1000$ za śmiecenie na drodze”, „Na odcinkach drogi w remoncie, wszystkie kary ulegają podwojeniu”. Ciekawą sprawą są wydzielone pasy ruchu dla samochodów z więcej niż jedną osobą na pokładzie tzw. „carpool”. Na sześciopasmowej autostradzie jest to skrajnie lewy pas. Znak głosi: „Za jazdę po pasie carpool samochodem bez pasażerów kara 341$”. Skąd ten pomysł? Większość ludzi jeździ tam w pojedynkę, samochód z kilkoma osobami jest tam wyjątkiem.
Autostrady betonowe, ulice w miastach szerokie i bez dziur. Tylko, że oni nie muszą się martwić o zimę. Kolejny ciekawy pomysł – krawężniki w miastach pomalowane na zielono, czerwono, żółto lub niebiesko. Oznaczają, czy i pod jakim warunkiem można parkować. Niebieskie – niepełnosprytni, czerwone – miejsce dla straży ogniowej, reszta – to miejsca oznaczone tylko do wyładunku, do parkowania tylko do 3 min itp. Wszędzie, gdzie parkowanie jest niedozwolone znaki głoszą, że samochód będzie odholowany na koszt kierowcy.
W Kalifornii maksymalną dozwoloną wartością alkoholu we krwi jest 0,8 ‰. Co jakiś czas spotkać można też znak „Zgłaszaj pijanych kierowców. Dzwoń 911”.

San Diego, pakujemy się do auta po spacerze na plaży

Samochodów jest ogromna ilość. Marek samochodów jest niewiele mniej. Bardzo dużo jeździ tam japończyków i koreańczyków (nawet Daewoo Lanos). Sporo niemców. Saaby i Volvo. Najmniejsze samochody to Toyota Yaris i Mini-Moris. W ogóle nie widać włochów (oprócz Lamborghini) i francuzów, chociaż jeden z naszych kolegów z biura w Irvine widział kiedyś cyt. „pużu”.
Prawie każdy samochód jeździ na alufelgach. Wszystkie auta są czyściutkie (bo niby czym mają się tam brudzić). Stosunkowo mało ciężarówek i starych, zaniedbanych samochodów.
Z parkowaniem mieliśmy problem tylko w San Francisco. Poza tym, przy centrach handlowych i biurowcach oraz w centrach miast są ogromne parkingi.

Ford Fusion ciut inny niż u nas

My poruszaliśmy się po stanach dwoma samochodami. Pierwszy to Ford Fusion, który w USA przypomina raczej Mondeo niż podwyższaną Fiestę jak u nas. Fordem jeździł Patryk, który przyjechał z nami, ale tylko na jeden tydzień. Drugim autem był Chevrolet Impala. 157 KM z 3,5 litrowego silnika V6 nie robiło wrażenia w tym samochodzie. Dominik, który był naszym kierowcą narzekał raczej na „bezwładność” tego samochodu. Palił 18-30 mil na galon. Galon benzyny kosztował ok. 3,10$. Co ciekawe diesel jest droższy, kosztuje ok. 3,65$ za galon, czyli odwrotnie jak u nas.

Jadąc samochodem słuchaliśmy radia. Praktycznie co dwie-trzy działki na skali nadaje jakaś rozgłośnia. Ich zasięg jest jednak niewielki więc „połykając” kilometry na autostradzie, co kilka minut trzeba było szukać nowej stacji. Było to o tyle kłopotliwe, że sporo z nich nadaje tylko po hiszpańsku i tylko muzykę, nazwijmy to delikatnie „ludową”.

Specjalny, świecący w ciemności uchwyt, którym zamknięta w bagażniku osoba może otworzyć bagażnik i uciec.

Kulawi to mają dobrze w USA ;-) Na zdjęciu Ford Mustang GT (fot. Rafał)

Na koniec mapa z zaznaczonymi miejscami, o których napisałem lub napiszę w przyszłości.

4 komentarze Subskrybuj komentarze

  1. Anonymous 04 lutego 2008 11:47

    zdjęcie Fusiona na blogu prezentuje sie imponująco.Można by je zapodać do katalogu marki:).Ania

  2. Modelarz 05 lutego 2008 23:39

    The best concerning quality?Japanese cars

    The best concerning quantity of made and sold?
    American cars

    The most beautiful cars?
    European cars – The Only Cars That Matter

    To cytat jednego z moich idoli motoryzacyjnych, pod którym podpisuję się wszystkim co pisać umie. A tak ode mnie to te amerykańce są jakieś takie nie teges.

  3. Wioleta 15 lutego 2008 00:07

    tan pas na autostradzie, po ktorym moga poruszac sie tylko samochody z pasazerami, to ich sposob na ochrone srodowiska. pomysleli, pomysleli i wyszlo im,ze jeden samochod z 4 osobami w srodku, jest mniej szkodliwy niz 4 samochody z jednym ludzikiem w kazdym z nich. razem mniej wygodnie, wiec , zeby zachecic kierowcow, do podejmowania tej rozsadnej-zielonej decyzji, daja im prawo do poruszania sie szybciej i omijania korkow na drodze:)bardzo sie to tu przyjelo,np. gdy ludzie wysylaja zaproszenia na imprezy, zawsze dolaczaja pytanie, czy jestes zainteresowany carpoolingiem:)

  4. Krzysztof 10 marca 2008 23:56

    Carpooling sprawdził się znakomicie w USA i ma duże szanse powodzenia u nas w kraju, samochodów przybywa z dnia na dzień a drogi pozostają takie same, tak więc takie wspolne dojazdy w znacznym stopniu mogą się przyczynić do zmniejszenia ilości auto na polskich drogach. Polecam dwa portlale które ułatwiają kojarzenie osób do wspólnych dojazdów. pierwszy to http://www.wspolnedojazdy.pl
    oraz zagraniczny carpoolconnect.com

Skomentuj