gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Wujek Sam wzywa

Kiedy wstępowałem w szeregi pracowników amerykańskiej korporacji, Ania przepowiedziała mi, że firma wyśle mnie do USA na szkolenie. No i wykrakała, jak to się mówi. Już w najbliższą sobotę, za 5 dni ruszam w tę wielką podróż. Oto jak do tego doszło.
Obecnie jestem testerem w projekcie MAS, który rozwijany jest w Irvine w Kalifornii niedaleko Los Angeles. W Gdańsku projekt jest rozwijany od czerwca. Właściwie jestem pierwszym pracownikiem zatrudnionym do udziału w nim. Obecnie pracuje u nas nad projektem trzech programistów i czterech testerów. Na początku grudnia, programiści mieli lecieć do stanów na szkolenie. Jak zwykle, pod koniec roku, firma wstrzymała wszelkie wydatki w celu maksymalizacji zysku. Mniej więcej w tym samym czasie zauważyłem, że firma szuka jeszcze jednego programisty do projektu. Zgłosiłem się z pewną taką nieśmiałością. Propozycja przeszła. I ja też niedługo przechodzę do działu programistów. Postanowiono również wysłać i mnie do stanów. Jeszcze przed Świętami musiałem wykupić bilety lotnicze. Sztuka polegała na tym, aby wykupić bilety na te same loty, które już wcześniej mieli zabukowane moi koledzy. No bo… no bo… ja jeszcze nigdy… ja jeszcze nie leciałem samolotem.
Udało się. Kolejna sprawa – wiza. W wyniku nieprzyjemnej rozmowy z panią na infolinii ambasady zostałem umówiony na wizytę w ambasadzie na 2 stycznia o godz. 8:30. No comments. W ambasadzie każdy pokornie podchodził do okienka i zostawiając odciski palców udowadniał werbalnie i pozawerbalnie, że nie jest terrorystą i nie zamierza zwiedzać stanów przez następne 25 lat. Logo amerykańskiej korporacji na zaproszeniu działa magicznie-automatycznie. Wiza na 10 lat ;)
W USA będziemy przez dwa tygodnie. Koledzy co chwila zmieniają plany
turystyczne – San Francisco, Las Vegas… Mi się to jeszcze do końca w pale nie mieści. Tak samo jak 15 godzin w samolocie i spora lista zamówionych zakupów. Jak przekonać, w razie czego, celnika w Gdańsku, że te trzy iPhone’y to ja przywiozłem na użytek osobisty? ;-)
Postaram się z całych sił swoich zdawać Wam relację z mojego pobytu w tym kraju seksu i biznesu oraz okraszać je pierwszorzędnymi fotografiami.

PS: Komentarz dannego przypomniał mi, że zapomniałem napisać, że bardzo lubię oglądać na kanale National Geografic program pt. „Katastrofy w przestworzach”. :/

4 komentarze Subskrybuj komentarze

  1. Joanna 07 stycznia 2008 23:01

    Gratulujemy i samych przyjemności Ci życzymy, ja i Artur.
    Masz mi koniecznie przywieźć dzwonek, no bo mam fioła, no i muszę go czymś karmić:)

  2. danny 07 stycznia 2008 23:58

    no więc ja poproszę:

    1. volvo XC 90 do 20 tys dolarów i max. 60 tys. mil przebiegu

    2. 4 ipody touch, 6 ipodów mini i jednego ajfona

    3. 40 kompletów czerwonej bielizny Victoria’s Secret z miseczkami A (10 par), B(5 par), C(1 para), D(24 pary)

    4. Chcialbym tez autograf Paris Hilton, oraz pukiel włosów Baracka Obamy

    5. Chcialbym abys odwiedzil tez prezesa NASDAQ i mu wytlumaczyl, ze recesji w US ma nie byc do momentu, kiedy nie skoncze budowac chaty

    heheh … a powaznie, to powodzenia :) … ja samolotem juz kiedys lecialem, i raz bylo mi dane doleciec do kraju bambusów do Portland. Polecam stronke naszego wspolnego znajomego ze studiow … http://www.pimgo.pl … zrobil sie z niego niezly podroznik :). Polecam tez wypozyczenie jakiegos fajnego amerykanskiego, malolitrazowego samochodu (silnik V8 max. 6 litrow), zeby poczuc jak sie jezdzi w kraju w ktorym nowy ford mustang 300 KM kosztuje tyle co u nas opel vectra.

    PS. Aha i pamietaj.

    Jesli w samolocie spadna maski tlenowe w wyniku dekompresji najpierw załóż ją sobie, pozniej dziecku.

    Jesli dojdzie do pęknięcia w powietrzu kadłuba na 2 części, to mocniejszą konstrukcję ma ogon i masz większe szanse na uratowanie (tak było w LOST :-)

    Jeśli zobaczysz, że do kabiny pilotów dobija się mocno Ciemnoskóry Pan obwieszony lampkami i przewodami, to rób dużo zdjęć. W tym momencie Iitak masz prze…bane, a chociaż jakeś fotki zamachowca zostaną.

    CZU-WAJ
    Daniel

  3. danny 08 stycznia 2008 00:06

    aha i pamietaj. Jak się zgubisz w okolicy L.A., jak nie będziesz się mógł z murzynami dogadać, jak Cię aresztują i wywiozą do Guantanamo – w Orange County mieszka „mój człowiek w stanach” … „mój człowiek w stanach” dla niepoznaki jest kobietą.

    http://d.nasza-klasa.pl/profile/1353756/gallery/3

    Numer telefonu w tajemnicy przed A**ą, mogę wysłać na priv … :-]]]]

  4. Rzaba 09 stycznia 2008 14:37

    Znam takiego jednego ;-), który nie tak dawno „przygotowywał” mnie do pierwszego lotu oglądając niezmiennie na cały regulator
    „Katastrofy w przestworzach”.
    Wrażenia z lotu mam bardzo dobre, więc to działa :)))))))))

Skomentuj