gdyby ktoś komuś coś, to niby nic, ale zawsze

Click!
Click!
Click!
Click!
Click!

Faktura

Niedawno dostałem fakturę do zapłacenia. Faktura za utrzymanie domeny pan-jaro.pl. Wypadałoby ją jakoś wykorzystać, napisać jakiś wpis raz na kilka lat. Tak bardzo nie chciałbym narzekać tu na blogu, dlatego wstawiam takie zdjęcie. Nawet na Zaspie może być fabulous ;-) Dziś dwa złota na Olimpiadzie, Stoch udowodnił ponad wszystko, że w Rosji da się wylądować ;-)

20140212_161631

Co ja pacze?

Niewidzialny patriotyzm

Widziałem zdjęcia z manifestacji patriotycznych zamieszek w Warszawie. Smutne to, że ludzie nie potrafią celebrować najważniejszego święta w swoim kraju. Po jednej stronie faszyzujący narodowcy i kibole, po drugiej lewacy i anarchiści a pomiędzy nimi policja – to nie mogło skończyć się dobrze. Tak to już jest, gdy ludzie o umiarkowanych poglądach ustępują miejsca radykałom. Jeśli na manifestację patriotyczną przyszłoby kilka razy więcej ludzi „normalnych” niż radykałów, to do zamieszek by nie doszło. Agresja nie osiągnęłaby swojej masy krytycznej i nie wybuchła jak dziś. Stało się tak, że normalnych ludzi była garstka. Nie dziwne. Według mnie nikt, komu zdrowie i życie miłe, nie powinien się wybierać na imprezy, na których strojem obowiązującym jest kaptur i szalik na twarzy.

Po paru latach mieszkania w Olsztynie moja spostrzegawcza małżonka zauważyła, że święta narodowe obchodzi się na ziemiach odzyskanych znacznie mniej podniośle. Uważaliśmy to za dowód pewnego wykorzenienia ludzi tam mieszkających, których mówiąc krótko, przywieziono w wagonach z ich miast i wsi kresowych na ziemie mniej lub bardziej „odzyskane”. Ludzie ci są mniej wylewni, jeśli chodzi o manifestację uczuć narodowych niż tacy np. warszawiacy czy krakusy. Poniekąd jest to prawdą również w Gdańsku, gdzie zamiast uroczystych defilad i apeli od paru lat organizowana jest parada niepodległości. W paradzie biorą udział ludzie, którzy przebierają się w stroje z epoki lub za historyczne postacie. Po paradzie przeprowadza się konkurs na najlepsze przebranie. Sami przyznajcie, że jest to lżejszy sposób świętowania niż nucenie „O mój rozmarynie” oraz słuchanie apelu poległych. Do dziś uważałem, że wolę te tradycyjne, „warszawskie” świętowanie. Dziś zdałem sobie sprawę, że istotą święta jest świętowanie czyli radość. Gdzie było dziś więcej radości, w Warszawie czy w Gdańsku, odpowiedzcie sobie sami.

Szczerze mówiąc, od czasów harcerstwa, nie biorę udziału w patriotycznych manifestacjach. Czy jestem złym Polakiem, złym patriotą? Myślę, że nie gorszym od tych z Nowego Światu czy Placu Konstytucji. Mój patriotyzm jest taki raczej niewidzialny. Machać flagą i wykrzykiwać nacjonalistyczne hasła raz do roku jest w miarę łatwo, zwłaszcza w większej grupie. Ja swój patriotyzm uprawiam 365 dni w roku. Na czym on polega? Na szacunku do drugiego człowieka. Na mówieniu i odpowiadaniu „dzień dobry” sąsiadom i szanowaniu ciszy nocnej. Na niewyrzucaniu śmieci gdzie popadnie, niedeptaniu trawników, niepaleniu na klatce schodowej. Na respektowaniu podstawowych norm społecznych. Na uczciwości wobec innych i wobec instytucji państwa. Na niekombinowaniu przy płaceniu podatków i przy pobieraniu pomocy od państwa. Na głosowaniu w każdych wyborach. Na nieparkowaniu na trawnikach, na niezastawianiu innych samochodów, na niezajmowaniu dwóch miejsc parkingowych i na bezpiecznej i odpowiedzialnej jeździe samochodem. Na elementarnej uczciwości i życzliwości.

Może gdyby więcej ludzi szanowałoby się na co dzień, to łatwiej byłoby im się cieszyć z tego, że żyjemy w Polsce. Nie tylko od święta.

Punkt odniesienia

Jakiś czas temu zauważyłem, że Andrzej może całymi minutami (!) patrzeć w jedno miejsce w naszym mieszkaniu. Wykorzystujemy to miejsce aby uspokoić małego. Nie opowiadałbym wam o tym, gdyby nie fakt, że jest to miejsce absolutnie nieatrakcyjne ani dla nas, ani dla naszych gości. Oto ono:

Roboczo nazwaliśmy je „roślinka”. Problem w tym, że jest to widok o działaniu kojącym na nasze dziecko, więc przez jakiś czas nie możemy niczego tam zmienić. Roślinka, której gatunku Ania nie pamięta, znalazła się także pod ścisłą ochroną.

Nadużycie samokontroli

Na „do widzenia” pani minister zdrowia Ewa Kopacz usunęła z listy leków refundowanych na 2012 paski testowe używane przez cukrzyków do samokontroli poziomu glukozy we krwi. Opakowanie, które starcza mi na 10-15 dni zamiast kosztować 2-3zł (w niektórych aptekach 1 grosz) będzie kosztować ok. 30zł. Tłumaczenie pani minister jest kuriozalne:

„pacjenci w większości nadużywali samokontroli w zakresie pomiaru cukru we krwi, a płacił za to resort”

Przypominam, że Kopacz jest lekarzem z wykształcenia. Nie uczyli na studiach, że częstsze pomiary przekładają się na lepszą kontrolę cukrzycy a to z kolei w perspektywie lat mniejszą ilość powikłań? To co teraz zaoszczędzi resort za kilkanaście lat będzie musiał wydać po wielokroć. No i to tłumaczenie. Niech ktoś mi wyjaśni jak można nadużywać samokontroli? A może pani minister przydałaby się samokontrola nadużyć?

Źródło: „Cukrzyk, czyli naciągacz” Rafał Ziemkiewicz, Rzeczpospolita

PS Mario, chyba pierwszy raz linkuję Rzepę ;-P

Chwila nieuwagi

Wystarczyła chwila nieuwagi i kot najpierw zeżarł Andrzeja a potem zajął jego miejsce.

Ktoś wie jaki to program?

Kupię za każde pieniądze.

Deweloperka

Tak się buduje w moim rodzinnym mieście. Podpowiedzcie mi proszę, gdzie pobierali nauki ci architekci? Co to jest post-post-modernizm, czy późne rokokoko?

No dole kamienica, na górze... UFO?

 

Od ściany do ściany 5,5 kroku

W poszukiwaniu podobieństwa

Do mnie nie jest podobny. Do listonosza też nie. Mleczarz u nas nie chodzi. Może jakiś Jehowy?

Polska scena polityczna

Od paru dni noszę się z zamiarem napisania postu politycznego. Wszak wybory już niedługo, kampania wyborcza w pełni. Właśnie słucham materiałów wyborczych w Trójce. Nie zdążyłem przełączyć w porę radia na RMF Classic lub Chilli ZET. Jeden obiecuje obniżkę akcyzy na paliwo, drudzy dadzą 400zł miesięcznie na każde dziecko a Korwin-Mikke jak zwykle celnie przypomina, że ci przed nim i ci po nim kłamali, kłamią i będą kłamać.

Ja w zasadzie o czym innym. Pomyślcie za jakich prymitywów mają nas, wyborców, kandydaci. Całe Trójmiasto oblepione jest jest dyktami z tymi tępymi mordami. Każda morda się do nas uśmiecha. Na plakacie jest morda, nr listy, nazwa i logo partii. Już rzadko kto sili się na slogan, jakieś wyborcze hasło. Dlaczego mam na ciebie głosować kandydacie? Bo ładnie wyglądasz? Nic o tobie nie wiem i niczego się nie dowiem. A może myślisz, że zagłosuję na ciebie bo mi się w mózgu wypali twoja podobizna z plakatu, których setki mijam w drodze do pracy i z powrotem. Czy naprawdę uważasz mnie za takiego prymitywa? Jeśli Biedronka chce mi sprzedać masło, to nie obkleja całego miasta reklamą masła. Nawet Biedronkę stać na klasę i normalną kampanię reklamową.

Mój kolega uważa, że do polityki powinni iść ludzie, którzy już coś osiągnęli w życiu. Biznesmeni, których firmy prosperują, inżynierowie, którzy nie jeden most zbudowali, w skrócie ludzie, którzy osiągnęli sukces w swojej dziedzinie. Fachowcy, którzy swoją wiedzę i doświadczenie wniosą do parlamentu. A kogo teraz mamy na listach? Szczawiki zaraz po studiach (pewnie politologia) i etatowi politycy, którzy znają się tylko na polityce, czyli na niczym. Jakim życiowym osiągnięciem może się poszczycić nr 1 z listy PiS lub PO w Gdańsku? Czy jak tym razem mu się nie uda dorwać do koryta, to zobaczę go znowu w wyborach do parlamentu europejskiego a potem jeszcze w wyborach na prezydenta miasta? Czy znacie jakiegoś lekarza, który szuka pracy jako kardiolog a jak nie znajdzie to jako ortopeda? Albo nauczyciel, który chce wykładać na uniwersytecie a jak mu się nie uda to poszuka fuchy w przedszkolu?

Zazwyczaj przy wyborach namawiam wszystkich do głosowania. W tym roku mam trudny wybór. Prawdopodobnie pójdę zagłosować, ale oddam nieważny głos.

Tytuł postu idealnie opisuje, czym dzisiaj jest polityka w Polsce – teatrem. Pełno w nim kiepskich aktorów.

Na koniec bonus. Bardzo lubię ten filmik. I pomysły tego pana. Można obejrzeć cały albo od razu przewinąć do 3:00.